Epidemia w Hogwarcie

Epidemia w Hogwarcie


Epidemia w Hogwarcie! Nastały trudne czasy. Jak wygląda zdalne nauczanie? Co porabiają Harry Potter i jego przyjaciele?

 

Jak zwykle wszyscy uczniowie z Hogwartu siedzieli przy czterech długich stołach w Wielkiej Sali i jedli czekoladowe żaby, fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta i inne pyszne łakocie. Ron właśnie natrafił na fasolkę o smaku zielonego groszku i zrobił skwaszoną minę. Nagle ze wszystkich stron przyleciały sowy z wielkimi paczkami, z których wyleciał deszcz maseczek.
– Co to jest? – zapytał Harry.
– To chyba maseczka! – odpowiedziała mu zaskoczona Hermiona.
Profesor Dumbledor powoli wstał i powiedział:
– Drodzy uczniowie, nastały trudne czasy. Teraz, w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, będzie nakaz noszenia tych oto maseczek. To przez epidemię choroby, która nie wiadomo skąd się wzięła. Zostaliśmy poproszeni o wymyślenie eliksiru, który wyleczy tę chorobę. Wszyscy nauczyciele będą działali, ale uczniowie mają ZAKAZ podejmowania jakichkolwiek działań. Gdy jakiś czarodziej lub czarownica zauważą u siebie następujące objawy, proszę o zgłoszenie: wysoka gorączka, utrata panowania nad różdżką, zapomnienie zaklęć, a w ciężkich przypadkach widoczna jest w oczach korona.
– Dobrze, to teraz niech wszyscy założą maseczki i pójdą do swoich dormitoriów, a jutro każdy dostanie nowy plan lekcji – poinformowała profesor McGonagall.
– Ron, to ty chyba od początku chorujesz na tę chorobę! – zażartował Harry.
– Dlaczego? – zapytała Hermiona.
– Bo ciągle zapomina zaklęć – zachichotał Harry.
– No i co!? – odpowiedział zdenerwowany Ron.

***

Plan lekcji został nazajutrz rozdany w wielkiej sali podczas śniadania. Trójka przyjaciół zmierzała na zajęcia z wróżbiarstwa. Zwrócili uwagę na Argusa Filcha, woźnego, który przybijał do ścian tabliczki z informacjami takimi jak: „Nakaz noszenia maseczek”, „Zakaz dotykania ust i nosa”, „Zachowaj dystans”.
Weszli do sali chyba spóźnieni, bo nauczycielka wróżyła już coś z kuli. Po chwili wyjąkała:
– T-t-a p-and-d-d-emia t-o-o samo zło!
Po sali rozległy się szepty zaniepokojonych uczniów: „to sprawka sami wiecie kogo”, „co ona tam widziała?”, „w Proroku codziennym już o tym pisali…”
Nagle do sali weszła profesor McGonagall i smutnie oznajmiła:
– Pierwszy przypadek! Biedny Nevil… Od teraz wszystkie lekcje będą odbywały się on-line! Lustra zostały już zaczarowane i czekają na was w waszych dormitoriach!
– Jak to on-line? Lekcje latania na miotle też? – zapytał zdziwiony Ron.
– Panie Weasley, nie, tej lekcji nie będzie – odpowiedziała profesor McGonagall chwytając go za ramię.
Lekcja wróżbiarstwa zaczęła się od początku, tylko on-line. Później była lekcja obrony przed czarną magią i eliksiry. Seamus, zamiast uwarzyć eliksir rozdymający, wyważył coś, co wybuchło i rozbiło żyrandol. Na lekcji transmutacji, Dean zamienił stół w mysz, która pobiegła do dormitorium dziewczyn i wskoczyła na włosy Ginny. Ron mówił, że Goyl ze Slytherinu raz przyszedł na lekcję on-line w piżamie. Dobrze, że lustro mu się zawiesiło na ścianie, bo stracił połączenie i nikt tego nie zauważył. Po lekcjach przyjaciele rozmawiali również on-line.
– Szkoda, że nie mogę chodzić do biblioteki – westchnęła Hermiona.
– I szkoda, że nie ma meczów quidditcha – powiedział Harry patrząc przez okno na puste boisko.
– Każdy za czymś tęskni… i myślę, że takiej osobie jak Draco przeszkadza tylko to, że nie może nam dokuczać – stwierdził Ron.
Po kilku dniach ze względu na to, że było niewiele nowych przypadków choroby, wprowadzono nauczanie hybrydowe. Można było chodzić tylko na lekcje, nigdzie indziej. Normalnie lekcje mieli Gryfoni i Puchoni, a Ślizgoni i Krukoni mieli nauczanie zdalne, a za tydzień miała być zmiana. Plan lekcji gwałtownie zaczął się codziennie zmieniać, bo jednego dnia nie było tego profesora, a drugiego dnia innego. Na przykład miała być lekcja historii magii, ale profesora Flitwicka nie było, więc mieli lekcję zielarstwa z profesorem Sprout (drugi raz pod rząd).
Pewnego dnia, gdy Hermiona smutnie wpatrywała się w drzwi do biblioteki, usłyszała dwóch rozmawiających ze sobą profesorów. Po głosach od razu można było wywnioskować, że to są profesor Dumbledore – dyrektor Hogwartu i Profesor McGonagall – nauczycielka transmutacji i opiekunka Gryffindoru:
– Minerwo, profesor Flitwick już zdobył jeden składnik na ten eliksir. Teraz twoja kolej. – powiedział Dumbledore z wielką powagą.
– Czego potrzeba? – zapytała profesor McGonagall.
– Eliksir teleportacji został już uwarzony, wystarczy go wypić i teleportujesz się do miejsca, które sobie wyobrazisz. Musisz zebrać jedną łuskę Chińskiego ogniomiota. Masz na to tylko 2 godziny, ponieważ po określonym czasie wrócisz do Hogwartu – oznajmił Dumbledore patrząc na kociołek z eliksirem teleportacji.
Hermiona od razu zrozumiała, o co chodzi i postanowiła opowiedzieć o tym chłopakom (przez lustro oczywiście).
Tydzień później była kolejna zmiana w planie lekcji. Teraz Gryfoni i Puchoni mieli zdalne nauczanie a Ślizgoni i Krukoni normalnie chodzili na lekcje do sal. Hermiona opowiedziała już wszystko chłopakom i dowiedziała się też, że uzbierano już wszystkie składniki do eliksiru. Na kolacji w wielkiej sali wszyscy profesorowie byli szczęśliwi. Harry, Ron i Hermiona stwierdzili, że udało się im uwarzyć eliksir na tego koronawirusa, ale okazało się, że nie. Nauczyciele tylko zebrali składniki, ale nie uwarzyli mikstury, bo nie wiedzieli, w jaki sposób.
Gdy uczniowie szli już do swoich dormitoriów, na pożegnanie Hermiona powiedziała Harremu i Ronowi:
– Mam wam coś do powiedzenia, tylko szybko. Odkryłam, że w waszym dormitorium jest tajne przejście do miejsca, w którym nauczyciele pracują nad eliksirem.
– Okej, sprawdzimy to – odpowiedzieli chłopcy.
Harry i Ron nie wiedzieli, gdzie konkretnie znajduje się to przejście, więc szukali wszędzie. W końcu znaleźli. Przejście było pod łóżkiem. Nagle, gdy otworzyli właz, Parszywek – szczur Rona, wziął maseczkę do swojego pyszczka i wpadł do dziury, a za nim wskoczyli Harry i Ron. Od razu znaleźli się w małym pomieszczeniu. Zauważyli, jak szczur wskakuje na półki i zrzucał z nich do kotła różne składniki. Wrzucił tam też maseczkę. Chłopcy bali się, że Parszywek zmarnował wszystkie składniki i szybko stamtąd uciekli.

***

Nazajutrz do kryjówki wszedł Dumbledore i zauważył, że w kotle bulgota ukończona mikstura. Pomyślał, że eliksir jest gotowy, więc bardzo się ucieszył. Od razu podał go zakażonym uczniom, którzy po chwili odzyskali zdrowie. Tego samego dnia zaproszono wszystkich uczniów na uroczysty obiad i ogłoszono zakończenie pandemii.
– Wreszcie mogę iść do biblioteki! – powiedziała Hermiona i zdjęła maseczkę. : )
KONIEC

Autor: Julia Gawęda

Praca nagrodzona w drugiej edycji wciąż trwającego konkursu Sposób na pandemię. Bohaterowie literaccy w czasach zarazy

Sponsor nagrody:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *