Ludzie o „hebanowych sercach”

Ludzie o „hebanowych sercach”


Seria Wojny dorosłych – historie dzieci od początku poruszała. Mimo delikatności autorów kolejne tomy dotykały najwrażliwszych strun serca, budziły niepokój, przerażały… Może nawet wydawały się nieodpowiednie dla dzieci? Bo przecież wolelibyśmy oszczędzić im wojennych krajobrazów. A przede wszystkim – świadomości, jak daleko może sięgnąć ludzkie okrucieństwo.

Ale równocześnie te pierwsze tomy serii były w pewnym sensie… bezpieczne. Zawarte w nich historie należały do przeszłości – strasznej, wstrząsającej, niezapomnianej, ale odległej. Oddzielonej od małych czytelników mostem dwóch, trzech, czterech pokoleń.

Teraz jest gorzej.

Pojawiła się Malala. I Teraz tu jest nasz dom. A wreszcie – Hebanowe serce.

Od tej opowieści nie oddziela nas nic. NIC. Rówieśnicy małego Omenki właśnie teraz, w tej chwili, uciekają z ograbionych domów. Tracą rodziców. Są porzucani na pustyniach. Dryfują na opuszczonych przez sterników łodziach. Tęsknią za kolegami, sąsiadami, ulubionymi miejscami, a nawet uciążliwymi obowiązkami.

Schylają głowy pod ciężarem nienawistnych spojrzeń (choć o tym w książce nie ma już mowy).

Tak, dzieci także są uchodźcami. Nie tylko terrorystom zatrzaskujemy przed nosem drzwi. Ci, których nie chcemy u siebie, których się boimy, to także mali chłopcy, małe dziewczynki i ich rodzice – pragnący nade wszystko, by ich pociechy przeżyły. I robiący wszystko, by wywieźć je jak najdalej od wojennego koszmaru.

Hebanowe serce nie stanowi jednak głosu w politycznej debacie. To po prostu historia Omenki i jego rówieśników, uciekających przed śmiercią z nadzieją, że w Europie czeka ich lepszy los. Nie wiadomo, co stanie się z chłopcem i jego mamą później, kiedy opuszczą obóz dla uchodźców. Można tylko zgadywać: trafią na pomocną dłoń czy mur wrogości?

***

W długiej ucieczce tuż po krawędzi życia Omence towarzyszył wojownik Ozyrion, którego z hebanowego drewna wystrugał dla niego tata. Podczas przeprawy przez morze, chłopiec cieszył się, że nawet gdyby łódź zatonęła, Ozyrion przetrwa. Bo przecież drewno nie tonie.

Dlatego po zakończeniu lektury opowieści Renaty Piątkowskiej snutej – jak zwykle w przypadku tej autorki – ze swobodą i lekkością, trudno nie zmierzyć się z pytaniem: z czego zbudowane jest moje serca?

Czy jemu również uda się utrzymać na powierzchni?

Czy nie zatopią go fale obojętności i wygodnictwa?

Karolina Mucha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *