Nie tylko pod choinkę (nowości listopadowe)

Nie tylko pod choinkę (nowości listopadowe)


Dlaczego są ważne?

Bo pojawiają się w tym szczególnym, choinkowo-mikołajowym czasie, zajmując od razu poczesne miejsce na odświętnie przystrojonych, księgarskich półkach. Czy listopadowe nowości będą trafionymi prezentami? Jak to zwykle z podarunkami bywa – zależy dla kogo.

Na pewno znajdziemy coś dla:

Wielbicieli dinozaurów (i fanów twórczości Emilii Dziubak)

Celowo wymieniam drugą grupę adresatów, ponieważ nawet jeśli dotychczas nie pałali oni szczególną miłością do prehistorycznych gadów, istnieje spora szansa, że przeglądając album swojej ulubionej artystki, zyskają nowy obszar zainteresowań. Emilia Dziubak zrobiła bowiem to, co zawsze: umościła swoje prace na solidnym fundamencie talentu, pracowitości, rzetelności i wyobraźni, na koniec okraszając je szczyptą poczucia humoru. Opowiem ci, mamo, co robią dinozaury to skarbnica wiedzy o zauropodach, ceratopsach i stegozaurach. Ale nie tylko! Znalazło się tu miejsce na Drzewo życia, prezentujące powstanie najstarszych form istnienia (począwszy od pierwszych organizmów wielokomórkowych, poprzez koralowce, jeżowce, prapłazy, ryby, praważki, węże i dinozaury, a na pingwinach i człowieku kończąc). Na kartach książki pojawiły się też i inne zwierzęta – współczesne dinozaurom, ale mylnie z nimi utożsamiane – jak np. plezjozaury czy ichtiozaury (a także wiele innych stworzeń o łamiących język nazwach). Z uwagi na ilość zaserwowanej tu wiedzy można przypuszczać, że książka zainteresuje także czytelników nieco (znacznie?) starszych od tych, do których adresowane są pozostałe tomy serii – według opisu okładkowego dedykowane dzieciom od 2 do 6 lat.

Prywatnie: osobiście nigdy – nawet w dzieciństwie – nie należałam do grona dino-fanów. A jednak świat, jaki ujrzeli Kudłacz i karaluch, podróżując w kapsule czasu, wydał mi się naprawdę fascynujący. Od pierwszej chwili zainteresował też najmłodszych domowników.

 

 

 

Szukających rozrywki i relaksu

Na drobne smutki i smuteczki znakomitą receptę stanowi spotkanie z Amelią Bedelią, najbardziej nie-praktyczną pomocą domową, jaką znam. Jej przygody wywołują co najmniej uśmiech, a częściej chyba szczery i głośny śmiech. Bo jak oprzeć się warzywom ułożonym parami czy kurczakowi przybranemu do obiadu w gustowne zielone spodenki?

Czy jednak Amelia na pewno rozbawi wszystkich? Niekoniecznie. Potrzebne jest tu dość absurdalne poczucie humoru, a przede wszystkim – umiejętność zdystansowania się do własnej racjonalności (często utożsamianej z mądrością). Co więcej, każde opowiadanie o Amelii pozwala nabrać dystansu do zwyczajnych kłopotów i wyzwań codzienności. Bo czymże jest rozlane kakao czy ubrania wyprane z chusteczką do nosa wobec mebli oprószonych pudrem, pociętych ręczników albo ryb obłożonych lodami czekoladowymi? Nawet weteranom domowych wpadek trudno przebić Amelię! Dlatego Wszystkie przygody Amelii Bedelii warto czytać razem z dziećmi – ku pokrzepieniu 😉

 

Tęskniących za Bullerbyn

Już od kilku lat wydawnictwo Zakamarki dość regularnie stwarza możliwość krótkich wypadów do świata Astrid Lindgren. Wydając pojedyncze rozdziały jej książek oraz krótkie opowiadania zachęca do zakosztowania prozy wielkiej Autorki w cienkich (choć opatrzonych twardymi okładkami), bogato ilustrowanych publikacjach.

Tym razem poznajemy małego Johana – dzień po tym, gdy zmarła jego ukochana krowa. Oczywiście posiadanie „ukochanej krowy” współczesnym polskim dzieciom może wydawać się nieco dziwne, jednak Astrid za pośrednictwem swej charakterystycznej narracji, z pomocą krótkich, prostych zdań błyskawicznie przenosi nas do nie-bajkowej, nie-różanej, a jednak dziwnie bliskiej rzeczywistości. I już po kilku akapitach rozumiemy, dlaczego Johan był tak bardzo przywiązany do Embli i czemu smuci się (i złości!) po jej śmierci. Wcale nas nie dziwi, że zazdrości bogatemu sąsiadowi, który ma dwadzieścia krów – tak zdrowych, że z pewnością można by je karmić dwunastocalowymi gwoździami i nic by im to nie zaszkodziło.

Ale pewnego zimowego, mroźnego dnia historia Johana i gospodarza z Beckhult się splata – jeden znajduje to, co drugi zgubił, umożliwiając temu drugiemu zrobienie czegoś dobrego. A choć ten „dobry uczynek” nie wynika wyłącznie ze szlachetnych pobudek (pojawia się tu niezwykle ważki dla Astrid problem nadużywania alkoholu), z pewnością obydwaj na nim korzystają. A Johann zyskuje nowego przyjaciela.

Warto pooglądać, poczytać, przemyśleć, porozmawiać.

 

Rozmiłowanych w sztuce (lub pragnących lepiej ją poznać)

Ostatni miesiąc przyniósł także dwie niezwykłe publikacje dedykowane nieco starszym czytelnikom. Obydwie oscylują wokół Sztuki i obydwie mogą nieco zaskakiwać, bo ich treść niekoniecznie pokrywa się z wyobrażeniami, jakie nasuwają tytuły.

I tak M.U.Z.Y.K.A to nie encyklopedia czy podręcznik do historii muzyki. Wręcz przeciwnie: to przede wszystkim próba opisania tego, co wykracza poza klasyczny kanon. Jak sugeruje podtytuł: możesz usłyszeć zygzaki, krajobrazy i archidźwięki. Brzmi nieco zaskakująco i enigmatycznie? Ale tu potraktowane jest niemal dosłownie! Autorzy, Michał Libera i Michał Mendyk, przedstawiają bowiem całe szeregi twórców (głównie XX-wiecznych), którzy szukali muzyki tam, gdzie nikt wcześniej jej nie słyszał: w ścianach, zepsutych komputerach, w dżungli, we własnym brzuchu… Tworzyli niespotykane kompozycje, eksperymentowali, zaskakiwali. I choć wiele spośród tych nowatorskich idei się nie przyjęło, stanowią inspirujące ciekawostki – przykłady tego, jak daleko zaprowadzić może wyobraźnia i odwaga podążania nieutartymi szlakami. Podobnie rzecz się ma z warstwą graficzną książki, której istotną część stanowią ilustracje znanej i wielokrotnie nagradzanej pary grafików – Aleksandry i Daniela Mizielińskich.

Warto też docenić, iż autorzy zadbali, by ich opisy nie przypominały suchej teorii. I dlatego wielu spośród wspomnianych w tekście utworów wysłuchać można za pośrednictwem strony internetowej – bazy odpowiednich linków.

 

Dlaczego uważam, że tytuł Gwiaździsta noc Vincenta i inne opowieści. Historia sztuki dla dzieci może być nieco mylący? Ponieważ sugeruje on, że odbiorcami opowiadań Michaela Birda powinni być głównie najmłodsi. Tymczasem ci zupełnie mali – w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym – niekoniecznie zainteresują się tą książką, choć bez dwóch zdań stanowi ona prawdziwy rarytas. Oczywiście dużo zależy od wrażliwości (proza Birda bywa piękna, trochę poetycka) oraz wiedzy ogólnej (znajomość historii i geografii czyni lekturę pełniejszą, bardziej owocną), jednak Gwiaździsta noc ma szansę urzec przede wszystkim wytrawnych czytelników – tych, którzy doceniają długie, niespieszne lektury. Siłą tekstów Birda nie są bowiem dynamiczne zwroty akcji, przygody czy kryminalne zagadki – tak obecnie popularne. To lektura Spokoju i Piękna. Uwrażliwiająca i poszerzająca horyzonty, przekazująca czytelnikom nie tylko tytuły, daty, nazwiska, ile przede wszystkim ucząca ich uważności, umiejętności dostrzegania trudu i pietyzmu artystów, wpisywania poznawanych dzieł w kontekst historyczno-obyczajowo-biograficzny.

Gwiaździsta noc stanowi więc w pewnym sensie lekturę uniwersalną – grupy jej miłośników nie można ograniczać tylko do dzieci.

Sama chciałabym taki prezent dostać.

 

[Zdjęcie główne to fragment ilustracji z książki „Jak Johan uratował cielaka”, Astrid Lindgren, il. Marit Törnqvist, wyd. Zakamarki, Poznań 2017]

To jeszcze nie wszystko! Już niebawem dalszy ciąg premier – 4 niezwykłe tytuły dla miłośników klasyki i poszukiwaczy drugiego dna.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *