Ale historia… Mieszko, ty wikingu!

Autor: Grażyna Bąkiewicz
Ilustrator: Artur Nowicki
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2015
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-10-12895-9

Pod lupą

Właściwie – po co nam ona?

Podobno pozwala uniknąć cudzych błędów. Ale jeśli tak – czemu ciągle się powtarza?.

Kształtuje naszą tożsamość. Tyle że emigrantów i tak wciąż przybywa.

Niektórzy twierdzą, że jest ciekawa. A jednak te wszystkie daty, nazwiska, style architektoniczne, przyczyny-przebieg-skutki nie wydają się zachęcające.

Po co nam lekcje historii? Czy przeszłość (która nigdy nie wróci!) może być dla kogokolwiek interesująca?

Bez dwóch zdań – byłaby! Byłaby, gdyby lekcje historii wyglądały tak, jak przedstawiła je Grażyna Bąkiewicz.

Aleks i jego koledzy występujący w książce Mieszko, ty wikingu! pochodzą z bliżej nieokreślonej przyszłości. Z czasów, gdy nie tylko wynaleziono wehikuł czasu, ale wprowadzono go do powszechnego użytku. Dzięki temu w odpowiednie maszyny wyposażono nawet ławki szkolne. Dlatego każdy uczeń – zwłaszcza z klasy pana Cebuli – przeszłość poznaje… odwiedzając ją.

Czy pozostaje tylko biernym obserwatorem, niewidocznym dla ludzi, między którymi się przechadza? Czy nie pozostawia śladów przyszłości w tych dawnych czasach? Na ogół tak. Ale – jak to z uczniami bywa – zdarzają się wyjątki.

Do takich wyjątków należała grupa Aleksego (Aleks, Słoniu, Gruby, Witek, Ola i Zuzka), przeniesiona do X wieku, by rozwikłać zagadkę: czy Mieszko I był Wikingiem? [porównujemy: informacje samodzielnie zdobywane vel informacje dyktowane w formie do zeszytu] Bohaterowie zdecydowali się na zdjęcie bariery ochronnej i… wtedy się zaczęło.
Spotkali łowców niewolników, Gruby zatruł się wodą z jeziora i trafił na leczenie do… szeptuchy, Aleks poznał średniowiecznego rówieśnika, nocował w jego domu, uczył się strzelać z łuku, łapać ryby, a wieczorem przy ognisku słuchał opowieści o strzygach, demonach i duchach. Potem wywalczył widzenie u charyzmatycznego Mieszka, poznał jego syna Bolka i uwolnił swoich kolegów z niewoli. Oj działo się, działo!

Nie tylko wciągająca fabuła, ale też sposób narracji i naprawdę duża ilość rysunków oraz mini-komiksów Artura Nowickiego sprawiają, że książka ma szansę zaintrygować młodych czytelników. Pewnie i oni zechcą rozwiązać zagadkę, którą swym bohaterom zadała autorka (prywatnie także nauczycielka). Zagadkę bynajmniej nie infantylną czy wymyśloną na siłę – hipoteza o normańskim pochodzeniu Mieszka budziła przecież spory i dyskusje także wśród zawodowych historyków.

Warto też podkreślić (i docenić!) wartość merytoryczną książki. Wprawdzie średniowieczni bohaterowie wydają się posługiwać właściwie współczesną polszczyzną i nie zauważają specyficznego wyglądu przybyszów z przyszłości, a wiele potencjalnych trudności (komunikacja, szukanie szlaków, tłumaczenie z łaciny) autorka rozwiązuje motywami fantastycznymi. Ale trudno nie zauważyć, że we wciągającą fabułę zostało wplecione naprawdę sporo faktów, nazwisk i dat. A także informacji z życia codziennego – np. o zanieczyszczonej wodzie w jeziorach, o typowych posiłkach, wyglądzie domów, o kultach pogańskich, które długo opierały się wpływom chrześcijańskim, o pracach w osadzie służebnej.

Mieszko, ty wikingu! przypomina serię Strrraszna historia Terry’ego Deary’ego. Miejmy więc nadzieję, że książka poświęcona naszej rodzimej historii zyska równie dużą popularność. A przy tym niejednego czytelnika skłoni do pełnego zdumienia i podziwu okrzyku: ale historia!

Karolina Mucha

Opinie

Na razie nie ma opinii o książce.

Napisz pierwszą opinię o “Ale historia… Mieszko, ty wikingu!”

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *