Skosztujesz cukierka?

Skosztujesz cukierka?


Słodycze dające supermoce (pomagające rozprawić się z odwiecznymi wrogami i dokonywać rzeczy niesamowitych.

Wciągająca akcja. 

Nawiązanie do dziecięcych pasji poszukiwania przygód i skarbów, zakładania tajnych klubów.

Stopniowo ujawnianie tajemnice bohaterów.

Udane połączenie tego, co dobrze znane (mocno zakorzenionego w kulturze motywu baśni o Jasiu i Małgosi) z oryginalną, zaskakującą fabułą.

Realistyczne dialogi.

Bez dwóch zdań wszystko to czyni “Wojnę cukierkową” atrakcyjną i angażującą czytelników lekturą. Co jest jednak jej największą zaletą? Moim zdaniem – inspirujący charakter.

Książka, czytana przez dzieci z pasją i zainteresowaniem, gdzie fabuła nie została obciążona nadmiarem dydaktyzmu, może stać się świetnym przyczynkiem do rozmowy. A w przypadku “Wojny cukierkowej” – podjęte tematy wydają się szczególnie ważne i trudne.

Cukierki, które pozwalają czuć się lepiej, robić więcej, nie czuć bólu i pokonywać przeszkody wcześniej niemożliwe do sforsowania, to naprawdę kuszące przysmaki. W dodatku ich smak i działanie można poznać praktycznie za darmo! Tylko że stopniowo ich cena rośnie. W dodatku nie jest z góry ustalona… Sprzedawczyni wie, że im bardziej dzieci polubią jej wyroby, im bardziej będą ciekawe ich działania, tym więcej będą gotowe zapłacić. I wcale nie chodzi tu o pieniądze…

Prócz słodyczy dających moc, w książce pojawiają się również białe krówki – serwowane przede wszystkim dorosłym. Otępiają, czynią ich obojętnymi na sprawy podopiecznych, w dodatku mocno uzależniają. A świat z rodzicami, którzy zupełnie nie wtrącają się w dziecięce sprawy, jest atrakcyjny tylko przez krótką chwilę. Później robi się naprawdę niebezpieczny.

***

Główni bohaterowie “Wojny cukierkowej” mają po dziesięć lat. Być może to dobry wiek – także w przypadku czytelników – by porozmawiać o narkotykach, uzależnieniach, dilerach. Z pewnością warto wyprzedzić problem i wykorzystać literacką fikcję jako bazę rozmowy. Opowieść Brandona Mulla mocno oddziałuje na wyobraźnię i – jak wiele baśni – na długo zapada w pamięci.

Może zainteresują Cię również:

Pięknego lotu!

Dzień był ponury: szare chmury przykryły niebo, nie wpuszczając ani jednego promyka. Kto by się spodziewał, że… że finał będzie błękitno – słoneczny?

1 komentarz

Niewiele słów

To nie będzie długi tekst. Bo żeby powiedzieć coś ważnego – nie zawsze trzeba użyć dużej ilości słów. W dziecięcych książkach zachwyca mnie umiejętność przekazania często głębokich treści i emocji za pomocą niekiedy kilku zdań. Oczywiście – nie każdy autor to potrafi. Z pewnością Benji Davies świetnie opanował sztukę „trafiania” w ten sposób do młodegoWięcej oNiewiele słów[…]

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *