To naprawdę pierwszy dzwonek! 7 książek o pierwszoklasistach

To naprawdę pierwszy dzwonek! 7 książek o pierwszoklasistach


Piórnik, plecak, długopisy, kredki, ołówki, zeszyty, książki, ćwiczenia… Wszystko lśniące nowością!

A do tego nowy budynek, nowi koledzy, nowa pani, nowe zasady, nowe obowiązki.

I strach. Radość. Lęk. Zaciekawienie. Tysiące obaw. Podekscytowanie.

Jak to będzie?!?!?!

Sama pamiętam ten moment. I towarzyszące mu uczucia. Chwilę przed tym, gdy z dziecka, przedszkolaka, stawało się Uczniem. Kiedy słyszane od rodziców, starszego rodzeństwa czy koleżanek opowieści o Szkole, miały stać się i moją codziennością.

Macie w domu (prawie) pierwszoklasistę?

By zrozumieć jego emocje, spróbujcie sięgnąć do własnych wspomnień. A także do lektur, które pomogą nazwać i oswoić uczucia, rozładować lęk oraz przygotować się na pierwsze szkolne doświadczenia. Poniżej kilka książkowych propozycji.

Po pierwsze: emocje

W temacie lękowo-radosnego koktajlu polecam przede wszystkim dwie pozycje. Obydwie opisują zewnętrzne zachowania szkolnych debiutantów, pozwalając zarówno dzieciom, jak i rodzicom dostrzec targające bohaterami emocje.

                       

Z tych dwu książek bardziej realistyczna jest opowieść Gunilli Bergström – kolejny tom poświęcony Albertowi Albertsonowi. Przy czym tym razem to nie jest zwyczajny Albert. Mały, trochę zapominalski bałaganiarz i psotnik zamienił się bowiem w wyjątkowo grzecznego, poważnego chłopca. Na szczęście jego mądry tata dostrzega, że zdumiewające posłuszeństwo synka (choć tak wygodne dla rodzica!) w istocie maskuje jego strach. Rozmowa, jaką toczy z Albertem, a także opisany w książce pierwszy dzień nauki, mogą okazać się bardzo uspokajające dla młodych czytelników.

Zupełnie inaczej niż Albert zachowuje się stworzony przez Roba Scottona Splotek. Kotek próbuje przeczekać lub… przegonić Pierwszy Dzień w Szkole. Znajduje przy tym mnóstwo pretekstów, zmuszających go do pozostania w domu, a każda z wymówek budzi rozbawienie czytelników, pomagając im zapomnieć o własnym stresie. Mama mu jednak nie ulega: zaciąga synka do klasy. Jak się wkrótce okaże: na szczęście! Bo w Kociej Szkole Splotek poznaje mnóstwo kolegów i dowiaduje się ciekawych rzeczy o sobie samym. Dlatego kolejnego dnia nauki oczekuje z radością!

Po drugie: codzienność

Na szczególną uwagę zasługują tu trzy książki. Wszystkie zawierają krótkie rozdziały ułożone zgodnie z chronologią roku szkolnego – od jego rozpoczęcia do początku wakacji. Opowiadają nie tylko o pierwszym dniu spędzonym w szkole, ale także o rodzących się przyjaźniach, klasowych animozjach, zadaniach domowych, trudnościach z nauką, mikołajkach, świętach itp.

               

W Hurra, idę do szkoły! znajdziemy także opis romantycznej (!) nauki czytania, wizyty myszy, spotkania z klasowym duchem, przygody z wszami oraz pierwszego klasowego przedstawienia. Dzięki takim opowieściom szkolna rzeczywistość staje się bardziej swojska, zrozumiała, a przede wszystkim – przyjazna i ciekawa. Efekt ten potęgują pogodne ilustracje oraz przesłanie większości tekstów: wbrew obiegowym opiniom w szkole najważniejsze nie są litery czy ułamki, ale ludzie – koleżanki, koledzy, wychowawczyni. Dlatego być może najistotniejsza lekcja to (uwaga! wcale nie matematyka!) nauka podejmowania współpracy oraz szanowania różnorodności – i to nie tyle rasowej czy środowiskowej, ile tej najczęściej w szkole spotykanej: intelektualnej.

Trzeba jednak przyznać, że bliższa polskim realiom jest książka Elżbiety Pałasz, Szkoła dla początkujących. Jej bohaterami są Łucja i Łukasz, których już pierwszego dnia nauki połączyły podobnie brzmiące imiona. Wspólnie przeżywają oni swoje pierwsze spóźnienie, recytację, odrabiają lekcje i spędzają wolny czas. Autorka w przyjazny dzieciom sposób ukazuje bowiem barwność codzienności (w której – co interesujące – praktycznie nie ma miejsca na telefony, komputery, tablety). W dodatku szybko nawiązana przyjaźń między Łucją i Łukaszem sprawia, że ich pierwszy rok szkolny, z pozoru całkiem zwyczajny, wydaje się jeszcze ciekawszy.

Można by przypuszczać, że na zwyczajność nie ma miejsca w klasie, do której chodzą… kosmici. A jednak! Pierwszaki z kosmosu Rafała Witka choć tak nietypowe, zabawne i zaskakujące, również stanowią lekturę znakomicie oswajającą ze szkolną rzeczywistością. Bo choć Titi i Toto, przybysze z planety T3 (gdzie zamknięto wszystkie szkoły), wyglądają i odżywiają się inaczej niż ich ziemscy koledzy, chodzą przecież do zupełnie zwyczajnej pierwszej klasy. I uczą się zasad, które nie zawsze są oczywiste także dla ich ziemskich rówieśników. A przy okazji poznają różne święta – takie jak mikołajki, Prima Aprilis, Dzień Matki – oraz związane z nimi zwyczaje. Tworzą też swoją pierwszą kolekcję, a zimą pomagają zwierzętom (raczej nie zgadniecie jakim…). Zdecydowanie warto zacząć naukę z Titi i Toto!

Po trzecie: opowieści szkolnych weteranów

Niektóre historie są rzetelne. Ich autorzy starają się pomóc debiutantom wyobrazić sobie szkolną rzeczywistość. Dzielą się swym doświadczeniem w dobrej wierze.

          

Jednak bywa też inaczej – jak w przypadku Wiktora, absolwenta klasy czwartej, który postanowił trochę nastraszyć rozentuzjazmowane pierwszoklasistki. Jego dziwne, niby nierealne opowieści wzbudziły w młodszych koleżankach pewien niepokój. Czy nauczycielki naprawdę bywają wyjątkowo brzydkie i złośliwe? Czy do mleka dla uczniów dosypywana jest sól? Czy w piwnicy mieszka duch? Na szczęście Julka i Oliwia szybko przekonują się, że nie każdy zasługuje na zaufanie, a obawy bywają większe niż szkolne trudności. O kolejnych przygodach pierwszaków opowiadają następne tomy serii I B.

Możliwość skonfrontowania swoich wyobrażeń na temat szkoły z rzeczywistością otrzymuje również Lena – chociaż ma dopiero pięć lat! A wszystko to za sprawą Petera, który pewnego dnia zabiera młodszą siostrą na lekcje. Dzięki temu dziewczynka może poznać jego nauczycielkę, kolegów i koleżanki, zobaczyć salę lekcyjną. Stosunkowo krótką opowieść Astrid Lindgren uzupełniają tworzące niejako dodatkową narrację ilustracje Ilon Wikland. Sprawiają one, że książka może spodobać się też młodszym dzieciom.

A Wy – macie książki, które wspierają Was as w tym trudnym, przełomowym (dla rodziców i dzieci) momencie? Które z nich dodalibyście do naszej listy?

2 thoughts on “To naprawdę pierwszy dzwonek! 7 książek o pierwszoklasistach”

    1. Dziękuję! Chętnie zajrzę i do tej książki. Także po to, by sprawdzić, jak wiele w ciągu tych kilkudziesięciu lat zmieniło się w życiu pierwszoklasistów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *