Pandemiczny Dziennik Cwaniaczka

Pandemiczny Dziennik Cwaniaczka


Tę serię  bardzo lubią czytelnicy, nic więc dziwnego, że Cwaniaczek także został przedstawiony w rzeczywistości kowidowej. Z jakim efektem? Przeczytajcie sami:

Cześć, jestem Greg Heffley z „Dziennika Cwaniaczka”. Mam 14 lat.
Jak wiecie jest koronawirus i w związku z tym mamy pewne obostrzenia. Plusy przymusowego siedzenia w domu i nauki zdalnej: to, że mogę dłużej spać, oglądać telewizję i nie muszę spotykać się z kolesiami ze szkoły, którzy są wyżsi ode mnie o ponad metr.
A minusem jest to, że mama nie pozwala mi za długo grać na komputerze, bo i tak codziennie wpatruję się w jego monitor na lekcjach on-line.

Sobota
Dzisiaj chciałem spać co najmniej do 15:00, ale mama nie była zadowolona, kiedy zobaczyła mnie na obiedzie w piżamie… Po obiedzie mój starszy brat – Rodrick (licealista) zaczął odrabiać lekcje, gdy zadzwonił do niego kumpel z kapeli, w której gra na perkusji, gadali tak do kolacji. Rodrick oczywiście lekcji nie odrobił…

Poniedziałek
Lekcje zaczynaliśmy od zajęć wychowania fizycznego, uważam to za dobry pomysł, gdyż mogłem się rozruszać, a były to ćwiczenia z wykorzystaniem krzesła. Nauczyciel poprosił, abyśmy po lekcji przedstawili za pomocą klocków Lego wybraną dyscyplinę sportową. Już wiem co zrobię, będzie to koszykówka.
Potem była matma. Było tak nudno, że zacząłem grać w gry na komputerze, ale gdy pani zapytała mnie ile to jest 236 + 52 odpowiedziałem, że 23652 i to było obciachowe! Obiecałem sobie, że od tej pory będę uważał na wszystkich zajęciach.
Następnie była technika. Pani zadała nam zrobienie choinki z quillingu, ale mi zabrakło zielonych pasków i zrobiłem z różowych. Chłopcy śmiali się i powiedzieli, że wybrałem dziewczyński kolor.

Ciekawe co stało się z moimi zielonymi paskami? Czyżby Manny (mój 4-letni brat) myślał, że są to zielone wężowe żelki i je zjadł…? Nie….To niemożliwe….

Wtorek
Dzisiaj po lekcjach mama poprosiła mnie i moich braci, abyśmy zrobili pierniczki. Powiem wam, że to chyba nie był najlepszy pomysł, żebyśmy się stali szefami kuchni. Wpadek było dużo, bo zamiast cukru dodaliśmy sól, a Manny do dekoracji zamiast lukru przyniósł majonez… Myślę, że były to pierniki dla wytrawnych smakoszy…
Oczywiście bałagan w kuchni był nieziemski…

Piątek
Na święta od babci dostaliśmy pocztą prezenty w kolorowych pudełkach. Po rozpakowaniu okazało się, że są to maski. Tylko czy na pewno babcia nie pomyliła się przy pakowaniu? Manny dostał maskę z perkusją, Rodrick z ciuchcią, a ja z kotem.
Ciekawe dlaczego? Przecież ja wolę psy. Czyżby babcia coś przewidziała…
Zaraz wszystkiego się dowiecie…
P.S (Manny z Rodrickiem natychmiast zamienili się maskami).

Sobota
Otóż po świętach (w nowych maskach od babci) pojechaliśmy razem z tatą do schroniska dla zwierząt. Chcieliśmy zawieźć karmę dla psów i kotów oraz kilka ciepłych koców. Często tam jeździliśmy, ponieważ dyrektor schroniska jest kolegą naszego taty ze szkoły.
– Cześć dzieciaki! – przywitał nas pan Marcin.
– Dzień dobry! – odpowiedzieliśmy.
– Niestety po świętach pojawiły się dwa nowe szczeniaki. Tyle razy apeluje się do ludzi, aby nie kupowali w prezencie żywych stworzeń …. Może chcielibyście wziąć je na spacer?
– Pewnie! – odpowiedzieliśmy z radością.
Ja, Rodrick i Manny wyszliśmy z psiakami, a tata z panem Marcinem rozpakowali karmę i koce, które mieliśmy w dużej kraciastej torbie. Po powrocie ze spaceru Manny pobawił się jeszcze ze szczeniakami.
W domu byliśmy późnym wieczorem. Po jakimś czasie w torbie coś zaczęło się ruszać, gdy zerknąłem okazało się, że to mały kotek! Po rodzinnej naradzie postanowiliśmy przygarnąć kotka, nadając mu imię Pazurek.
P.S. Oczywiście poinformowaliśmy o tym p. Marcina.

Niedziela
Następnego dnia spadło dużo śniegu, więc zadzwoniłem do mojego najlepszego przyjaciela – Rowleya, aby przyszedł do mnie to zorganizujemy konkurs na najwyższego bałwana. Spotkaliśmy się oczywiście w maseczkach i z zachowaniem dystansu. Po godzinie nasze bałwany były gotowe i wydawało się, że oba bałwany są tej samej wysokości, gdy nagle pojawił się Pazurek i wdrapał się na mojego bałwana. Wygraliśmy konkurs razem z Pazurkiem!

Wieczór spędziliśmy bardzo miło w gronie rodziny. Graliśmy w gry planszowe i bawiliśmy się z Pazurkiem.
Gdy ma się kochającą rodzinę to nawet pandemia nie jest taka straszna!

KONIEC

 

Autor: Aleksandra Markowiak

Praca nagrodzona w pierwszej edycji wciąż trwającego konkursu Sposób na pandemię. Bohaterowie literaccy w czasach zarazy

Sponsor nagrody:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.