Niespodzianki! Październikowych premier ciąg dalszy

Niespodzianki! Październikowych premier ciąg dalszy


Rolnicy z obfitych plonów cieszą się głównie latem. Miłośnicy nowalijek – wiosną. Za to dla czytelników jednym z najbardziej urodzajnych okresów jest jesień.

Zgodnie z zapowiedzią prezentujemy dalszą część październikowych premier. Po Wyczekiwanych przyszła pora na nowości – Niespodzianki.

Pomiędzy sześcioma tytułami, o których chcę opowiedzieć, można dostrzec dość konkretne powiązania. Dlatego – choć każdy z nich jest inny, oryginalny, niepowtarzalny – przedstawię je w dwóch grupach.

Z nutą listopadowej melancholii

Święta, które rozpoczynają listopad, dość jednoznacznie wpływają na sposób, w jaki wiele osób postrzega ten miesiąc. To czas zadumy, nostalgii, refleksji nad przemijaniem, wspominania tych, którzy odeszli, niekiedy też smutku z powodu ulotności doczesności czy wzmożonego poszukiwania Sensu.

Nic zatem dziwnego, że właśnie w tym okresie na rynku pojawiły się książki oscylujące wokół tematu rozstania, odchodzenia, pożegnania, śmierci. Oczywiście ich przesłanie nie stanowi jedynie wyrazu przejściowej, jesienno-nostalgicznej mody. Wręcz przeciwnie: piękno ilustracji, edytorskie dopracowanie czy wreszcie uniwersalność przekazu zachęcają do częstych powrotów. Każda z prezentowanych publikacji to krótka, ale – jeśli można tak rzec – niejednorazowa lektura.

Po pierwsze – Magiczny świat Tistou

Oto ostatni tom kolekcji książkowej Cała Polska Czyta Dzieciom, wydany z okazji piętnastolecia Fundacji. Jak wszystkie poprzednie: starannie wybrany, promujący uniwersalne wartości, zapraszający młodych czytelników do świata dobrej literatury. Do tego – zapadający w pamięć.

Tistou nie jest bowiem zwykłym chłopcem. Oczywiście fakt ten nie wydaje się szczególnie zaskakujący, zważywszy, że niezwyczajność bywa wyjątkowo częstym atrybutem literackich bohaterów. Ale dar Tistou jest dość specyficzny. Dzięki swojej „mocy” zmienia świat, a czytelników zachęca do uważniejszego spojrzenia na to, co wydaje im się – zwłaszcza, jeśli są już dorośli – oczywiste i niezmienne.

Co takiego potrafi Tistou?

O dziwo – nie lata na miotle, nie walczy z czarnoksiężnikami, nie podróżuje w czasie, nie ma krzesła spełniającego życzenia…

On tylko… sadzi kwiaty.

Brzmi śmiesznie? Może nawet absurdalnie? A przecież kwiaty pomagają ludziom stawać się lepszymi, zapominać o smutku, zaprzestawać bratobójczych walk. Chociaż, jak boleśnie przekona się Tistou, nie są jednak receptą na każde zło.

Ale kto wie, czy właśnie za sprawą doświadczonego podczas lektury smutku, czytelnicy nie odkryją, że moc stworzonego przez Maurica Druona chłopca wcale nie musi tkwić w jego „zielonych palcach”?

Może wystarczy dorównać mu wrażliwością, dobrocią, odwagą w sprzeciwianiu się schematom, by także uczynić świat piękniejszym?

 

Po drugie – Gwiazdka z nieba

O książce Przemysława Wechterowicza i Marcina Minora sporo ostatnio pisano. Urokliwa okładka pojawiała się na licznych fotografiach – zazwyczaj w otoczeniu jesiennych liści. Czym ujmowała recenzentów ta krótka opowieść o Orzesznicy?

Przede wszystkim – ilustracjami. Bez wątpienia stanowią one wyróżnik książki, chyba trochę przenosząc czytelników w czasie (przypuszczalnie do lat dziecinnych pokolenia obecnych rodziców). Niektórzy prace Marcina Minora nazywają retro-ilustracjami, ponieważ wyraźnie odbiegają od dominujących obecnie, wspomaganych grafiką komputerową, obrazów.

Przyciągający uwagę wydaje się się również sam tytuł książki. Bo przecież gwiazdka z nieba, jako uosobienie najbardziej niezwykłych marzeń, często pojawia się nie tylko w literaturze, ale też naszych codziennych wypowiedziach.

Oczywiście ciekawy tytuł i ujmująca okładka stanowią kuszące zaproszenie do lektury, jednak bez powiązania z wartościową treścią, byłyby co najwyżej rozczarowującą przynętą. Na szczęście bajkowa opowieść o zaskakującej przyjaźni Orzesznicy i Gwiazdki, która spadła z nieba, ma swoje drugie, a może i trzecie dno. Jest wzruszająca jak miłość, która dobrowolnie godzi się na rozstanie.

 

Po trzecie – Lot Osvalda

Można nazwać tę książkę minimalistyczną: autorowi wystarczyły zaledwie dwa kolory i kilkadziesiąt krótkich, prostych zdań, by stworzyć mocno oddziałującą na wyobraźnię opowieść.

Trudno jednak określić minimalistyczną publikację w TAKIM formacie!

Lot Osvalda jest książką nietypową – pod względem wielkości i kolorystyki. Porusza jednak tematy nieodmiennie powracające w literaturze (choć w różnych ujęciach), takie jak: przyjaźń, miłość, samotność, tęsknota. Poniekąd stanowi też przekorną opowieść o tym, że nadzwyczajne przygody mogą przytrafić się nawet tym, którzy nigdy dotąd nie doświadczyli niczego niezwykłego. I o tym, że miłość często czai się tuż za rogiem. I jeszcze – że prawdziwa przyjaźń nie może być zaborcza, a strata i pożegnanie tworzą w naszym życiu nowe miejsce, przestrzeń, której bez nich nie dałoby się zapełnić.

Krótko mówiąc, Lot Osvalda to książka do szybkiego przeczytania i długiego przemyślenia. Zarówno ze względu na ilustracje, jak i treść, w pełni zasługuje na miano inspirującej, a do tego – niosącej nadzieję.

Schematom wbrew

Publikację Thomasa Baasa można uznać za znakomite wprowadzenie do drugiej grupy październikowych premier – tych, które otwarcie i zdecydowanie łamią utarte wzorce.

Księżniczka nie-eteryczna

Trzeba tu przede wszystkim opowiedzieć o tytułowej bohaterce książki Tomasza Minkiewicza. Księżniczka Detektyw zupełnie nie pasuje do stereotypu wystrojonej panienki, której w głowie tylko ubiór, bale i – nade wszystko – zamążpójście. Jej przygody nie mają nic wspólnego z zamknięciem w wieży i długoletnim wypatrywaniem dzielnego księcia. Nie ma w nich też miejsca na tiul, róż czy koronki. Wręcz przeciwnie – wymagają praktycznego stroju, uporu, odwagi, inteligencji i nieustannego brania sprawy we własne ręce. Co więcej, Księżniczka Detektyw nie rozwiązuje zagadek, które zdarzają się w jej pałacu – ona raczej wychodzi przygodom naprzeciw! Do tego ratuje nie tyle swoich poddanych, co sąsiednie królestwa.

Co ciekawe, historia nakreślona przez autora serii komiksowej WILQ, łamie liczne schematy, a równocześnie z nich czerpie. Minkiewicz nawiązuje bowiem do klasycznych baśni, w których pojawiają się tajemnicze stwory (np. czarnoksiężnik, kamienny człowiek, królowa elfów), motyw drogi, walka dobra ze złem. W jego opowieści jest sporo mroku i niebezpieczeństw, ale też dużo humoru, zabawnych powiedzonek (niestety-kotlety!), charakterystycznych postaci oraz wartościowych myśli. A dobroć, bezinteresowność, ciekawość świata, zaangażowanie i chęć niesienia pomocy to cechy, które warto pielęgnować i podsycać u czytelników – nie tylko tych młodych.

Prywatnie: ponieważ z krakowskich Targów wróciłyśmy obładowane książkami, Zosia przeczytała Księżniczkę, zanim ja zdążyłam ją otworzyć. A na pytanie, komu poleciałaby tę opowieść, odpowiedziała: tym, co lubią długie, niebezpieczne podróże, które dobrze się kończą!

 

Opowieść nie-dorosła

W zestawieniu z wielkoformatowymi, twardookładkowymi, bogatozdobionymi publikacjami, książka Skąd się biorą bajki? wydaje się całkiem niepozorna. Rozmiar ma klasyczny, okładkę dość skromną, kartki też raczej zwyczajne (grube i niebłyszczące). Tymczasem swym nowatorstwem przerasta wiele innych tytułów.

Wymieńmy choćby cztery niespodzianki. Po pierwsze: książka Iwony Rypson poniekąd jest metaopowieścią. Opisuje proces powstawania bajki oraz fragment życia tworzącej ją autorki. Po drugie: autorką-bohaterką jest dziewczynka – mająca na tyle tupetu, by stwierdzić, że przecież i dzieci mogą pisać baśnie (zresztą, czyż one nie znają się na nich najlepiej?). Po trzecie: ilustratorem książki naprawdę jest dziecko – ośmioletni Antoś. Po czwarte – pod względem graficznym zaskakuje tu każda ze 134 stron opowieści. Czytelnik nie może przewidzieć, jaki krój, rozmiar czy kolor czcionki znajdzie na kolejnej stronie. Przy czym różnorodność ta wprowadzona jest z sensem, umiarem i wyczuciem – nie ma mowy o przeładowaniu czy pstrokaciźnie. Jest za to ciekawe wyzwanie dla początkujących czytelników (niestety, podobnym wyzwaniem może być podkreślenie błędów ortograficznych, które umknęły korekcie).

 

Elementarz nie-szkolny

Czy można nauczyć się czytać… skacząc?

Właściwie – czemu nie? Przecież dzieci większość swojej wiedzy o świecie zdobywają podczas zabawy. I nie od dziś wiadomo, że ruch, entuzjazm i radość, połączone z poczuciem bliskości oraz bezpieczeństwa to fundamenty najskuteczniejszej nauki.

Bazując na tym przekonaniu Małgorzata Swędrowska, doświadczona pedagog, opracowała elementarz, który całkowicie odszkolnia naukę czytania. Nie jest bowiem adresowany do nauczycieli czy nawet przedszkolnych wychowawców, ale do dzieci i ich miczytajów. A miczytajami są najbliżsi, ci, którzy wchodzą w bezpośrednie i indywidualne kontakty z dzieckiem – mama, tata, siostra, brat, babcia, dziadek, ewentualnie opiekunka.

Co jeszcze wyróżnia Elementarz w podskokach? Przede wszystkim – perspektywa. Autorka Elementarza  zdejmuje naukę czytania z pewnego piedestału. Można bowiem odnieść wrażenie, że nie traktuje jej jak fundamentu przyszłych sukcesów edukacyjnych malca, ale raczej okazję do znakomitej rodzinnej zabawy. Czytanie to oczywiście klucz otwierający nieskończone ilości nowych drzwi i możliwości, ale również… przyjemność! Zafascynowani różnymi nowatorskimi metodami rodzice zbyt często o tym zapominają.

Co więcej, Elementarz bazuje także na naturalnym etapie rozwoju dzieci, do których jest adresowany. Zdecydowana większość kilkulatków nad długie godziny spędzone w ławce przedkłada przecież ruch i zabawę. Dlatego proponowane przez autorkę aktywności – np. rzucanie piłką, lepienie z plasteliny, udawanie kota i psa, gimnastyka buzi – mają spore szanse, by zyskać uznanie najmłodszych.

Warto jeszcze wspomnieć o wysokiej jakości ilustracji (wykonanych przez Ewę Poklewską-Koziełło i Agnieszkę Żelewską) oraz tekstów „dodatkowych”, poszerzających słownictwo oraz umiejętności adeptów czytania, stworzonych przez wirtuozkę słowa, Agnieszkę Frączek.

Ale uwaga: w myśl założeń autorki z Elementarza można korzystać wielokrotnie i w dowolnej kolejności, a taka „twórcza swoboda” wiąże się z dość konkretnymi konsekwencjami.

Choć układ zadań jest przejrzysty i logiczny, dla niektórych miczytajów brak klasycznie uporządkowanych struktur może stanowić wyzwanie. Zwłaszcza, jeśli sami przyzwyczajeni są do ściśle usystematyzowanej nauki i oczekują jasno określonych efektów. W dodatku poziom zadań wydaje się bardzo zróżnicowany: ćwiczenia wprowadzające poszczególne litery znajdują się tuż obok zadań, które wymagają umiejętności odczytywania całych sylab i łączenia ich w wyrazy. Korzystając z Elementarza, trudno określić, po jakim czasie i w jakim stopniu dziecko opanuje umiejętność składania liter czy sylab.

Można być jednak niemal pewnym, że czytanie będzie mu się kojarzyło z najczystszą przyjemnością!

[Zdjęcie główne stanowi fragment ilustracji z książki „Lot Osvalda”, Thomas Baas, wyd. Tadam, Warszawa 2017]

 

Przeczytaj także:

Wyczekiwane! Październikowe premiery

Dwa miesiące temu pisałam o sezonie ogórkowym. Tymczasem tak naprawdę była to raczej cisza przed burzą. Przed istną nawałnicą ciekawych pomysłów i ulewą dobrych książek, jakie pojawiły się na rynku wraz z jesiennymi deszczami. Spośród październikowych premier trudno wybrać zaledwie kilka. Wydawnictwa, zwłaszcza te uczestniczące w krakowskich Targach Książki, zgotowały czytelnikom prawdziwą ucztę. By zachęcićWięcej oWyczekiwane! Październikowe premiery[…]

3 komentarze

Weź byka za rogi! 9 książek ortograficznych

Łatwo nie jest. Te wszystkie morza i muchomory, żaby, rzekotki, łódki, muszki, horrory, chodniki, kłęby i dąsy – jak to zapamiętać?! Iluż użytkowników naszej ojczystej mowy marzy, by móc używać jednego „h”, „ż” czy „u”? Ilu wciąż popełnia błędy lub zmaga się z wątpliwościami – np. czy „nie” z rzeczownikami piszemy razem czy osobno?

0 komentarzy

Miesiąc w krainie pasji

Co różni wrzesień od pozostałych miesięcy? Czy tylko pierwszy dzwonek, nieubłaganie kończący wakacyjną labę? Zdecydowanie nie. Jest jeszcze coś znacznie mniej spektakularnego, trudniejszego do uchwycenia: szczególna atmosfera, emocje, wypełniające okres przejściowy między letnią swobodą a systematycznością i regularnością całego roku szkolnego. Dla wielu uczniów początek jesieni to bowiem czas przyzwyczajania się do nowego planu lekcji,Więcej oMiesiąc w krainie pasji[…]

0 komentarzy

4 thoughts on “Niespodzianki! Październikowych premier ciąg dalszy”

  1. Mamy „Magiczny świat Tistou”, mamy, a owszem, ale – wstyd przyznać – jeszcze nie czytaliśmy. Dzięki za przypomnienie, bo rzucony na półkę „nieprzeczytane” tylko się kurzy z innymi perełkami, czekając na swój czas. A że czas uparcie nie chce się rozciągnąć, mógłby nam zniknąć z oczu zupełnie. Ale spokojna głowa, zima za pasem, choroby przed nami, więc co się odwlecze, nie uciecze. Pozdrawiam 🙂

    1. Oj, życzę, aby jednak obeszło się bez chorób. I by bez nich znalazł się czas na nadrabiania czytelniczych zaległości. Z „Magicznym światem Tistou” zalecałabym jednak pewną ostrożność (może samodzielną lekturę uprzedzającą?), choć dużo tu zależy od dziecięcej (nad)wrażliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *